Ryzyko? Tak, ale raczej u innych

„Mnie się to nie przydarzy”. To jedno z często powtarzanych zdań, które determinuje nasze codzienne decyzje. Wierzymy, że jesteśmy ostrożniejsi niż inni kierowcy, bardziej odpowiedzialni niż nasi sąsiedzi i lepiej przygotowani na nieprzewidziane sytuacje niż inni podróżni. Choć nierealistyczny optymizm może poprawiać samopoczucie, ma również swoją cenę. Wpływa na decyzje finansowe, osłabiając motywację do zabezpieczania się przed ryzykiem.

Większość z nas wie, że ryzyko istnieje. Tyle że zazwyczaj wydaje nam się, że częściej spotyka ono innych ludzi. Skoro wypadki, choroby czy szkody majątkowe przydarzają się „komuś”, a nie nam, łatwo uznać, że z zakupem ubezpieczenia można jeszcze poczekać. W takim myśleniu utwierdzają nas własne doświadczenia. Jeśli przez lata nic złego się nie wydarzyło, zaczynamy wierzyć, że dobra passa potrwa nadal. Co piąty Polak (21 proc.) jest przekonany, że skoro dotychczas omijały go poważne problemy, podobnie będzie również w przyszłości. Ekstrapolowanie przeszłych doświadczeń i nierealistyczny optymizm prowadzą do bagatelizowania zagrożeń i odkładania decyzji o zakupie ubezpieczenia lub całkowitej rezygnacji z ochrony.

Jestem ostrożniejszy niż inni

Polacy szacują, że ryzyko spowodowania przez nich samych wypadku drogowego wynosi 12 proc. Jednocześnie są przekonani, że inni kierowcy stwarzają większe zagrożenie – ich ryzyko oceniane jest już na 19 proc. Podobnie jest z byciem poszkodowanym w wypadku. Dla siebie oceniamy takie ryzyko na 14 proc., dla innych – na 18 proc. Ten sam mechanizm działa także w wielu innych sytuacjach. Szansa, że to my zalejemy cudze mieszkanie, wynosi według respondentów 9 proc., ale że zrobi to ktoś inny – już 15 proc.

Wypadek podczas wakacyjnego wyjazdu częściej przydarzy się „komuś” (19 proc.) niż nam samym (12 proc.). Podobnie postrzegamy ryzyko utraty lub zagubienia bagażu (18 proc. wobec 13 proc.) czy utraty pracy (18 proc. wobec 13 proc.). Efekt nierealistycznego optymizmu jest szczególnie widoczny tam, gdzie wierzymy, że wiele zależy od naszych umiejętności, doświadczenia czy ostrożności. Skoro mamy wpływ na sytuację, zakładamy, że poradzimy sobie lepiej niż inni.

Różnice zacierają się jednak wtedy, gdy zdarzenia wydają się losowe i trudne do kontrolowania. Poziom optymizmu maleje wraz z poczuciem utraty kontroli. Ryzyko śmierci w wyniku nieszczęśliwego wypadku Polacy oceniają identycznie dla siebie i dla innych – po 12 proc. Podobnie jest w przypadku utraty zdolności do pracy (12 proc. dla siebie i 13 proc. dla innych) oraz pożaru domu lub mieszkania (10 proc. wobec 11 proc.).

Wierzymy, że mamy wpływ

Im bardziej ryzyko wydaje się zależeć od naszych działań, ostrożności czy odpowiedzialności, tym silniejsze jest nasze przekonanie, że możemy je kontrolować. Najbardziej sprawczy czujemy się w sytuacjach  związanych z własnym zachowaniem – takimi jak spowodowanie wypadku drogowego (28 proc.), wyrządzenie szkody innej osobie (28 proc.) czy zalanie mieszkania sąsiadów (29 proc.).

Tam, gdzie większą rolę odgrywa przypadek, los lub czynniki niezależne od nas, poczucie wpływu wyraźnie słabnie.Tylko 20 proc. badanych uważa, że ma realny wpływ na ryzyko zachorowania na ciężką chorobę. Jeszcze mniej osób wierzy, że może ograniczyć ryzyko hospitalizacji (19 proc.) czy śmierci w wyniku nieszczęśliwego wypadku (18 proc.).

Mistrzowie prewencji

Polacy wypadają wręcz wzorowo w deklaracjach dotyczących prewencji. Zdecydowana większość z nas przekonuje, że regularnie podejmuje działania mające ograniczyć prawdopodobieństwo wystąpienia szkody czy wypadku.

W obszarze motoryzacji i bezpieczeństwa technicznego wyniki są imponujące. Aż 80 proc. Polaków deklaruje regularne przeglądy pojazdu, 76 proc. sezonową wymianę opon, a 75 proc. ostrożną jazdę i przestrzeganie przepisów drogowych. Ponad siedem na dziesięć osób twierdzi również, że regularnie kontroluje instalacje w domu oraz dba o bezpieczeństwo podczas wyjazdów, zapoznając się z lokalnymi zasadami i potencjalnymi zagrożeniami. Równie odpowiedzialnie przedstawiamy się w kwestiach zdrowotnych. 69 proc. badanych deklaruje, że szybko reaguje na pierwsze objawy choroby, 60 proc. wykonuje regularne badania profilaktyczne, a niemal tyle samo utrzymuje aktywność fizyczną, kontroluje masę ciała i stara się zdrowo odżywiać.

Najrzadziej deklarowanym działaniem profilaktycznym są szczepienia ochronne – korzystanie z nich deklaruje 55 proc. Polaków. To jednocześnie obszar budzący największe kontrowersje. Aż 19 proc. z nas otwarcie kwestionuje zasadność szczepień jako metody zapobiegania zagrożeniom zdrowotnym. Dla porównania, w przypadku pozostałych działań prewencyjnych odsetek osób negujących ich sens nie przekracza 10 proc. Wyniki pokazują, że choć większość Polaków deklaruje dbałość o zdrowie i bezpieczeństwo, szczepienia pozostają wyjątkiem, w którym poziom akceptacji społecznej jest wyraźnie niższy niż w przypadku innych działań profilaktycznych.

Patrząc na deklaracje dotyczące prewencji, można odnieść wrażenie, że jesteśmy społeczeństwem wyjątkowo przezornym i konsekwentnie dbającym o swoje bezpieczeństwo. Pozostaje jednak pytanie, na ile deklaracje te odzwierciedlają rzeczywiste zachowania, a na ile są efektem naturalnej skłonności do przedstawiania siebie jako osób odpowiedzialnych i ostrożnych. Różnica między deklaracjami a rzeczywistością może mieć istotne znaczenie dla sposobu postrzegania ryzyka, a w konsekwencji również dla decyzji dotyczących zabezpieczania się przed jego finansowymi skutkami.

Źródło: Raport „Świadomość ubezpieczeniowa Polaków 2026 – wiedza, postawy i doświadczenia”, przygotowany przez Polską Izbę Ubezpieczeń pod patronatem Uniwersytetu Warszawskiego i kierownictwem naukowym prof. UW dr hab. Katarzyny Sekścińskiej.

 

Więcej na stronie PIU:

Raport PIU: Nierealistyczny optymizm i wartości wyniesione z domu wpływają na decyzje ubezpieczeniowe Polaków